ArtStacja

Robin's Patchwork

Szmatka Łatka

Robin's Patchwork

Robin's Patchwork

HAFT KRZYŻYKOWY, SZYCIE, SZYDEŁKO, TROCHĘ DECOUPAGE...
piątek, 15 października 2010
Różowe...

Różowy tydzień trwa. Nie udało mi się jak na razie stworzyć nic różowego, co by mi przypominało o regularnych badaniach kontrolnych, może jeszcze mi się uda, choc bardzo w to watpię...

Mogę za to pochwalić się haftem z dużym udziałem różowego kolorku:)

TADAM!!!!

metryczka koniec

Niniejszym oświadczam wszem i wobec, że udało mi się nareszcie skończyć metryczkę dla Vanesii:D

króliś z bliska

Wymęczona straszliwie, bo prace nad nią trwały ponad rok malutkimi kroczkami...

Najważniejsze jednak, że zdążyłam przed 18stką!

Udało mi sie zdążyć nawet przed 2gimi urodzinkami:D

Tak wyglada mój haft od tyłu:

tył haftu

Nie lubie plątaniny nitek, dlatego wszelkie końce staram się przeplatać pod nitkami haftu

tył haftu

Metryczka świeżo skończona, jeszcze nie wygotowana, nie wyprasowana i nie oprawiona, ale to już mały pikuś:)

haft

Najważniejsze, że skończona:D

Uff...

Najśmieszniejsze jest to, że muszę się brać za kolejną, bo pod koniec października kuzynka męża ma termin porodu... Ciekawe ile z tą mi zejdzie...;)

niedziela, 11 lipca 2010
Umęczony króliś...

I to umeczony straszliwie!!! Męczę go już strasznie długo! Najpierw miał być prezentem z okazji chrztu, potem z okazji roczku, a w końcu jak go wymeczę do końca to będzie prezentem bez okazji;) Obym tylko już go skończyła...

haft

Napisy przewaznie sama sobie projektuję, i tak też było i tym razem. A ponieważ w dacie urodzenia cyfry powtarzają się zaprojektowałam tylko 2,1,0,9. Potem, żeby sobie uprzyjemnić haftowanie;) puściłam sobie do słuchania wykłady na temat małżeństwa. I tak się nieszczęśliwie zasłuchałam, że bezmyślnie wyszyłam 21.09:( Wyprułam tę "9", bo przeciez Vanesia ze stycznia... I znowu na spokojnie sobie słuchałam i wyszywałam dalej... Tym razem jak się ocknęłam było: 21. 01. 2002!!! O nie! Znowu prucie! Wyprułam więc tę ostatnią dwójke i już szczęśliwie wykrzyzykowałam "9". Potem zabrałam sie jeszcze za godzinę i gdy "napisałam" to co widac na metryczce to okazało się, że zabrakło mi muliny w odpowiednim kolorze:( Przekopałam pudełko z muliną wzdłuż i wszerz, ale niestety potrzebnego różu nie znalazłam... Tak więc dziś już nie pokrzyżykuję... Jakos tak ciągle z tym haftem mam pod górkę... Ale mimo to wierzę, że juz niedługo uda mi się go skończyć! Trzymajcie kciuki, bo już zostało naprawdę niewiele: skończyć napisy i zrobić backstitche i tyle...;)

piątek, 03 lipca 2009
Kwadracik...

Jakoś ostatnio nie mam weny na pisanie tutaj i z aparatem jakoś ostatnio mi nie po drodze... Ale to nie znaczy wcale, że nic nie robię:-))) Oczywiście szyję i szyję... ale dzisiaj szycia tutaj nie będzie. Dzisiaj kwadracik kołderkowy dla Kacperka. Jest już skończony i wysłany. Jak to ja, nie obyło się bez problemów:-)))

imię

Najpierw zaczęło powstawać to pierwsze imię: jaśniejsze i mniejsze literki, a pod nimi miał być jeszcze ten sepleniący zwierz z Epoki Lodowcowej. Przeszukałam cały swój komputer w poszukiwaniu schematu na tego zwierza, ale ten schemat który wydawał mi sie być odpowiedni okazał się zły, bo to była jakaś inna wiewiórka... Na kołderce mają być postaci ze Shreka i Epoki Lodowcowej, więc postanowiłam zacząć od nowa haftować imię w bardziej Shrekowej kolorystyce i z większych literek. I tak powstał ten kwadracik:

imie 2

Nie jest nadzwyczajny, ale to dla starszego dziecka (13latek), więc myślę, że jest odpowiedni. Poza tym kolorystycznie pasuje do innych kwadracików do tej kołderki.

zbliżenie na hafcik

Literki są w kolorze zielonooliwkowym a obszycia brązowe.

 

 

W poniedziałek prawdopodobnie (tak na 50%) wyjeżdzamy na krótki urlopik na drugi koniec Polski. To czy pojedziemy czy nie okaże się dzisiaj. Mąż ma już podbity urlop, ale u niego w pracy teraz jest sezon, ruszyła jakaś wielka budowa i "bidny" tonie w papierach. Chcemy jechać do babci ( a właściwie babć )mojego męża. Nie byliśmy tam już daaawno, a Paulinka jeszcze nawet nie widziała swoich dwóch prababć. Nie mogliśmy jechac wcześniej, bo nie mieliśmy samochodu a z małym dzieckiem tłuc się pociągiem na drugi koniec Polski to nie bardzo mi się uśmiechało... tym bardziej, że w tamte okolice nie ma za bardzo sensownych połączeń kolejowych.

Mam nadzieję, że nasz wyjazd dojdzie do skutku, bo później po 10tym lipca mamy za dużo spraw tutaj, więc wszelkie wyjazdy odpadają.

Liczę na ładną, słoneczną pogodę na najbliższy tydzień, mimo iż na internecie pokazują deszcze. Zabieram z sobą kanwę i mulinkę na metryczkę dla Vaneski. Najwyższy czas się za nią zabrać, bo jak nie wyhaftuję teraz jak jest okazja (26lipca chrzciny) to już potem będzie ciężko mi się za nią zabrać, tym bardziej że zawsze jest coś ważniejszego, pilniejszego, coś na już do zrobienia...

wtorek, 02 czerwca 2009
już nie mój igielnik:-)))

teraz juz króciutko, zeby nie zawracac Wam głowy... Pokażę tylko igielnik, który wykonałam dla Uli:-)))

igielnik dla Uli

igielnik dla Uli...

Może dla niektórych ten motyw róży jest już trochę oklepany, ale mi wciaż się podoba....

igielnik...

Igielnik wyszedł trochę duzy, moze nawet za duży, ale jakoś tak kierowałam sie zmysłem praktycznym, a sama mam tyyyyyyyyyle szpilek..... że mój stary igielnik mimo swoich rozmiarów 10*15cm jest cały nabity:-))))

poniedziałek, 18 maja 2009
Tadam!

Metryczka skończona, wygotowana aż 2! razy, bo po pierwszym gotowaniu i prasowaniu jak na złość okazało się, że niebieska kredka do tkanin nie zeszła całkiem. Po drugim gotowaniu na szczęście nie było już po kredce śladu.

Powiem Wam, że z efektu końcowego jestem zadowolona:-)))) Żałuję jedynie, że zabrakło mi juz czasu na wyszycie wzrostu i wagi urodzeniowej... No, ale trudno...

gotowa metryczka

 Metryczka wyglądała tak delikatnie i dziewczęco...

 

gotowa metryczka *2*

 

 a co najważniejsze bardzo się spodobała... I to najbardziej mnie ucieszyło.

Emilka wyglądała do chrztu prześlicznie, jak mały niewinny aniołeczek! Była bardzo grzeczna, nie płakała, właściwie to większość czasu przespała

 

 

Zgłosiłam sie po cukieraski, które rozdaje Nerulka z okazji I urodzinek Jej bloga

candy u Mirki 1  candy u Mirki 2

piątek, 15 maja 2009
Co się dzieje z hafcikiem...

Przy okazji mojej udręki z pewnym haftowanym samochodzikiem postanowiłam pokazać co robię z hafcikiem po skończeniu wyszywanka.

I tak zaczynamy naszą małą historyjkę obrazkową:

1. najpierw gotowanie, aby sprawdzić czy żadna mulinka nie farbuje.

Do garnka nalać wody, wsypać i rozpuścić! proszek, a następnie włożyć hafcik i na piec do gotowania... Ja gotuję zawsze kilka minut (na miękko?)

 

gotowanie

 

 2.Po ugotowaniu płukam aż woda będzie czysta. 

 

płukanie

 

 3. Następnie zawijam w ręczniku w celu osuszenia.

   Musimy pamiętać, że kanwy nie wygniatamy i nie wykręcamy, gdyż kanwa gniecie się trwale i niestety później będziemy mieć problem z prasowaniem! To taka uwaga:-)

 

osuszanie

 

 4. Osuszony hafcik rozkładam i prasuję. Właściwie prasuję jeszcze mokry, ale pod wpływem gorącego żelazka hafcik w mig wysycha!

Najpierw prasuję po lewej stronie 

 

prasowanie

 

 5. Później jeszcze przez momencik prasuję po prawej stronie

 

prawa strona

 

 6. A tutaj już hafcik wygotowany i wyprasowany, no i przygotowany do dalszej "obróbki" ;-)))

 

z bliska
 

 

Mój hafcik powędrował już na podusię. Przy okazji szycia podusi (narazie sam przód) starałam się wszystkie czynności krok po kroku sfotografować tak, aby powstał kursik szycia prostej poduszki patchworkowej.

Czytając Wasze komentarze widzę, że wiele osób ma zamiar lub chciałoby nauczyć się szyć, mój kursik -mam nadzieję- troszkę Wam w tym pomoże. Już jutro I część!

A dlaczego dopiero jutro? Już tłumaczę: obróbka zdjęć i zrobienie opisów trochę potrwa, a tymczasem wczoraj wieczorem obudził się mój szwagier, bo nagle przypomniało mu się, że w niedzielę są chrzciny Emilki, jego córeczki. Widzimy się prawie co dwa tygodnie i podobno wiecznie zapominał! Jestem o to naprawdę bardzo zła!!!  Narazie wstępnie ustaliliśmy z mężem, że na chrzciny nie pójdziemy, bo za późno niestety zostaliśmy zaproszeni. Jeśli się obrażą to trudno, to my powinniśmy być obrażeni za takie potraktowanie... Jedyne co zrobimy to podamy prezent! I tutaj problem: jaki prezent... Na szybko kupować coś nieprzemyślanego nie ma żadnego sensu! Damy do koperty kasę, a żeby nie wyglądało że to tak na odczepnego to jeszcze dołączymy metryczkę. Całe szczęście, że cały czas jeszcze w domu mam nieskończoną metryczkę, która miała być dla Vanesii, córeńki mojego brata. Dokończę ją jeszcze dzisiaj, wyhaftuję dane Emilki i będzie gotowa. A Vanesia niestety dostanie troszeńkę później...

Metryczki mam tyle:

 

metryczka

 

jeszcze więc trochę pracy przede mną jest. Poza tym muszę gdzieś się udać po odpowiednią ramkę, bo oddanie do oprawy niestety odpada z wiadomych powodów: za mało czasu!

Jeszcze tylko tak z ciekawości zapytam odnośnie chrzcin: co zrobiłybyście na moim miejscu?

 

Dziękuję Wam bardzo za wszelkie opinie pod tym postem. Szwagier tutaj to brat mego męża. Moja siostra by tak nie zrobiła:-))) znam ją baaaardzo dobrze...

niedziela, 10 maja 2009
w odpowiedzi na pytanki:)))

1. Samochodzik muszę pruć dlatego, że w gotowaniu zrobiło się z nim coś dziwnego: ta zielona mulina którą wypruwam straciła kolor. Zrobiła się taka wypłowiała w niektórych miejscach. Wiem już czym to było spowodowane. Spieszyłam się i zamiast wsypać proszek i rozpuścić go w wodzie a dopiero potem włożyć hafcik zrobiłam odwrotnie: nalałam wody, włożyłam hafcik, na górę sypnęłam proszkiem i postawiłam na gazie do gotowania. Ta ciemna mulina była widocznie gorszej jakości, bo dobrałam ją z takiego worka z zapasami (różne stare resztki mulin). Z innymi kolorami na tym hafciku nic się nie zrobiło, proszek im nie zaszkodził (inne kolory to była Ariadna i DMC). Cóż, na błędach człowiek się uczy -najgorzej jak uczy się na swoich:-))) Na przyszłość będę pamiętać o kolejności...

2. Nie wiem czy jest jakaś specjalna metoda przy haftowaniu cieniowaną mulinką.Ja wyszywam tak:

 sposób I: Jeśli mam do wyszycia wąskie elementy to haftuję normalnie ściegiem podstawowym od lewej do prawej strony a potem ściegiem kryjącym powracam.

 sposób II: Jeśli zaś wyszywam szersze elementy to wtedy przygotowuję dwie igły z identycznymi kawałkami muliny i jedną haftuję od lewej do prawej ściegiem podstawowym a drugą od tej samej strony ściegiem pokrywającym. W następnym rządku zaś od prawej do lewej itd. To taki mój sposób. 

II sposobem haftowałam literkę K (pierwszą literkę  imienia Kacperek) na tym kwadraciku:

hafcik

zaś pozostałe haftowałam I sposobem.

 III sposób zaś polega na celowym dobieraniu odcienia w niektórych miejscach robótki co robiłam przy haftowaniu liści tej róży z poprzedniego wpisu:-)))

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9